Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły znajdują się w polityce prywatności. Możesz zarządzać ustawieniami plików cookies, klikając w przycisk "Ustawienia". Ustawienia Rozumiem i akceptuję

Gdy w mojej głowie zakiełkował pomysł tej serii, nie sądziłam, że znajdzie się w nim takie hasło jak wolność. Pozornie to słowo nie jest ani nieznane, ani zapomniane. A jednak…

Wolność często wstępuje w połączeniu z dwoma przyimkami: od i do. „Wolność od” to brak przymusu zewnętrznego, „wolność do” z kolei oznacza możliwość podejmowania samodzielnych decyzji. Od wieków to pojęcie było rozkładane na czynniki pierwsze przez filozofów. Jedni widzieli w nim źródło szczęścia i godności człowieka, inni część ludzkiej świadomości, jeszcze inni – anarchizm. O wolności stanowią też konstytucje i przepisy. Czytamy w nich najczęściej, że wolność człowieka podlega ochronie. Czytamy też, że wolność człowieka mogą ograniczać tylko konkretne przepisy. A jeśli są z gruntu złe?

Mam wrażenie, że cały problem z projektem tzw. ustawy antyaborcyjnej polega na tym, że w sprawach, które zawsze mają jednostkowy wymiar, stara się podchodzić do nas jak do masy. Bezkształtnej brei, która z łatwością dopasuje się do aktualnie preferowanej formy. A przecież gdy mowa o takich wyborach, koniec końców zostają z nimi tylko ci, których one bezpośrednio dotyczą.

Ty możesz współczuć, wspierać, ale nie wolno Ci radzić. Bo nigdy nie poczujesz tego, co czują właśnie oni. Ona. Nigdy nie będziesz dokładnie na ich miejscu.

Gdy nadchodzą tak tragiczne momenty, często ci, którzy potrafią tak zasadniczo wypowiadać się, gdy chodzi o hipotetyczne sytuacje, znikają. I dobrze. Choć powinni byli zrobić to znacznie wcześniej.

Chciałbyś zadecydować za mnie czy urodzę dziecko, mimo że istnieje groźba, że tego nie przeżyję? Jeśli tak, musiałbyś też umieć wytłumaczyć mojej małej córce, która codziennie nie może się doczekać, kiedy wrócę z pracy, dlaczego nie wrócę już nigdy. Chciałbyś bym urodziła dziecko skazane od początku na rychłą śmierć? Jeśli tak, musiałbyś również być stanie patrzeć ze mną na jego cierpienie i je przeżywać. Ja nie miałabym ani odwagi, ani czelności powiedzieć komuś w takiej sytuacji: „Na Twoim miejscu, zrobiłabym…”. Bo mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała tam być.

W tłumie łatwo jest rozproszyć odpowiedzialność, ale nigdy nie da się poczuć dokładnie tego samego. Zwłaszcza jeśli tak usilna chęć decydowania za kogoś ma moc tylko wtedy, gdy jest jednym z kilkuset tysięcy podpisów na papierze. Z dala od szpitalnych sal.

Życzę Ci, by tej determinacji nie zabrakło, gdy sam będziesz musiał zmierzyć się z tak bezbrzeżną tragedią. Ale gdyby jednak to nie okazało się takie proste, życzę byś miał wtedy obok kogoś, kto to rozumie i uszanuje. I pozwoli Ci dokonać wyboru we własnej głowie i duszy. Choć szczerze wolałabym, by świat był miejscem, w którym takie sytuacje nigdy się nie zdarzają.

wolność - czarny protest