Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły znajdują się w polityce prywatności. Możesz zarządzać ustawieniami plików cookies, klikając w przycisk "Ustawienia". Ustawienia Rozumiem i akceptuję

Po 1 marca 2015 roku w Polsce zapanowała po trosze imienna anarchia. Rodzice uzyskali sporo swobody przy nadawaniu imion swoim dzieciom. Dlatego teraz na placu zabaw spotykam raz po raz Rajanów, Dżesiki, a ostatnio w jakiejś gazecie wpadła mi w oko pewna Dżezabela. Wolnoć Tomku w swoim domku. Niby tak, ale czasem skóra na tyłku cierpnie. Moi rodzice nie popuścili specjalnie wodzy fantazji (dzięki! – zarówno im, jak i ówczesnemu prawu) i nazwali mnie Kasią. Katarzyną. Kaśką.

W dzieciństwie nazywano mnie różnie – mistrzem w wymyślaniu coraz to nowych ksywek był oczywiście mój Brat. Zdaje się, że właśnie ten okres – i zależności, o których napiszę dalej – ugruntowały we mnie pewne przekonania co do mojego imienia. Na szczęście(?) język w większości przypadków pozwala na bardzo kreatywne modyfikacje imion.

Nasze imiona to nie tylko identyfikatory, to też część naszej tożsamości. Na którą nie mamy żadnego wpływu. Ty też na pewno którąś z wersji swojego imienia preferujesz, a jakiejś wręcz nie znosisz. Gdy byłam młodsza, nie lubiłam Katarzyny. Ta – bądź co bądź oficjalna wersja mojego imienia – wydawała mi się wyniosła, chłodna, nieadekwatna. W miarę, gdy dorastałam i w wielu oficjalnych sytuacjach uznawałam za stosowne używanie właśnie tej wersji, przywykłam do niej. Nadal nie darzę jej szczególną sympatią, ale już mnie tak nie mierzi. Choć w kontaktach biznesowych coraz częściej używam formy Kasia – odkryłam, że prawie nikogo już to nie zaskakuje, a często lepiej pasuje do konwencji.

Nie przepadam też za Kachą. Jednak tutaj już włączają się pewne reguły. To zgrubienie nie przeszkadza mi absolutnie, gdy zwracają się tak do mnie bliskie znajome. W ich ustach wydaje się to naturalne. To ciekawe, bo w ustach znajomych – płci męskiej – ta wersja już mi nie leży. Bardzo podobnie jest z Kaśką – choć tę formę lubię – jest zaczepna i dynamiczna. I na gruncie prywatnym nowo poznanym ludziom tak się właśnie przedstawiam. Nie przypadam jednak, gdy w ten sposób zwracają się do mnie mężczyźni.

Myślę, że przyczyny tych odczuć leżą właśnie w przyzwyczajeniach z najmłodszych lat. Otóż mężczyźni mojego dzieciństwa – Tata i Brat – nie zwracali się do mnie w ten sposób. Obok niezliczonych pseudonimów tworzonych przez tego drugiego, mówili mi per Kasia. Mama już różnie – pamiętam z jej ust m.in. różne Kaśki i Kasiki. Zdrobnienia typu Kasieńka zresztą też lubię tylko w jej wydaniu. W ustach innych brzmią dla mnie nieco pobłażliwie, choć doskonale wiem, że niektórzy ludzie po prostu uwielbiają zdrabniać i nie ma w tym drugiego dna.

Najpewniejszy sposób, by sprawdzić, jakie masz preferencje związane ze swoim imieniem, to konieczność przedstawienia się z zaskoczenia. Idę o zakład, że nie wybierzesz wersji, której nie lubisz. Czemu o tym piszę? Bo wydaje mi się, że Dżezabela będzie miała w przyszłości problem ze spontanicznym przedstawianiem się. Szkoda, że szanowni kreatorzy o tym nie pomyśleli.

Na pocieszenie dodam, że według Ministerstwa Cyfryzacji najpopularniejsze w 2015 roku imiona to Zuzanna i Jakub. A dalsze w kolejności: Lena, Julia, Maja i Zofia oraz Antoni, Szymon, Jan i Filip. Świat nie zwariował zatem do reszty. Na razie.

imię dla dziecka