Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły znajdują się w polityce prywatności. Możesz zarządzać ustawieniami plików cookies, klikając w przycisk "Ustawienia". Ustawienia Rozumiem i akceptuję

Jak wyczytałam w Wikipedii, w starożytnej Grecji przeciętna długość życia wynosiła 28 lat. Średnia światowa w 2015 roku to z kolei 71 lat. A prognoza na 2030 jest taka, że średnio będziemy dożywać 75-tki. Informacja ta z pewnością nie ucieszy ZUSu, ale w zasadzie tendencja jest dobra. Ale ja nie o tym do końca chciałam…

Wśród talentów nabytych, tuż obok takich perełek jak np. odnajdywanie się w chaosie na komputerowym pulpicie czy spanie w trybie czuwania, wykształciłam w sobie dość imponującą zdolność do zapamiętywania różnych dat. Szczególnie zaś upodobałam sobie daty urodzenia – moich najbliższych, przyjaciół, znajomych, dawnych znajomych, a także kilku znanych z historii i telewizora.

Zwykle, gdy spoglądam w kalendarz, wiem, kto ma dzisiaj urodziny. Inna sprawa, że często w natłoku codzienności zapominam o złożeniu tej osobie życzeń i uświadamiam to sobie upierdliwie późno albo następnego dnia.

Tym, którzy nie posiadają takiej zdolności, z pomocą parę lat temu przyszedł Facebook i jego inwigilacja. Jeśli znajomy poda prawdziwą datę urodzin (a owszem zdarzają się tacy, którzy chcąc uniknąć „przekazywania wrażliwych danych” ludziom Zuckerberga wpisują tam coś dla zmyły; są też prawdziwi geniusze zła, którzy robią to tylko po to, by potem strofować biednych znajomych, że składają życzenia nie w terminie…), nie będziemy musieli już polegać na naszej pamięci. A więc teraz o Twoich urodzinach pamięta kuzynka spod Lublina, której nie widziałeś 20 lat, kumpel z przedszkola i pani księgowa. Tego szczególnego dnia każde zalogowanie na FB zasypuje Cię powiadomieniami o tym, że ktoś coś skrobnął na Twojej osi czasu. Tylko że zwykle to jest właśnie bardziej „coś” niż życzenia.

Kilka  wybranych przykładów: „Najlepszego!”, „Stówa!”, „Naj!”, „100!”, „Pozdro!”, „Elo ziom” (!?)

To przypomina mi trochę zamierzchłe czasy, gdy zamiast zadzwonić czy napisać SMS puszczało się „głuchacze”. Tylko wtedy chyba chodziło o kasę, a dziś…

Ja wiem, że czas leci tak, że strach nieraz mrugnąć by z poniedziałku nie zrobił się czwartek. Wiem, że jest tysiąc rzeczy do zrobienia – praca, kawa, obiad, odkurzanie, dwieście lajków do rozdania. Ale po co składać komuś życzenia w biegu? Jeśli tylko po to, „żeby nie było” to wiedz, że nie będzie. Przecież mniej więcej w internetowym mezozoiku, jakieś pięć lat przed narodzinami Facebooka nie pamiętałeś, ba! – nawet nie wiedziałeś o tych jubileuszach. Nikomu nie urwało nogi, nikt się też śmiertelnie nie obraził (no dobra – chyba). A jeśli Ci zależy, to przystań na moment, skup się na tej osobie, pomyśl, czego by sama sobie życzyła. Nie wiesz, a Cię to obchodzi? To może jest zatem dobry czas, przy okazji tych życzeń, by odświeżyć kontakt – popisać parę esemsów, wymienić kilka maili, a może nawet – o archaiczna metodo komunikacji – zadzwonić?

Warto, bo przy tej tendencji, w 2030 będziemy żyć dłużej, ale nasze życzenia będą wyglądały w najlepszym razie tak: „!”

życzenia urodzinowe