Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły znajdują się w polityce prywatności. Możesz zarządzać ustawieniami plików cookies, klikając w przycisk "Ustawienia". Ustawienia Rozumiem i akceptuję

Czasem zastanawiam się, jaki rodzaj masochizmu przeze mnie przemawia, że czytam komentarze w sieci dotyczące bieżących i nośnych spraw społecznych. To, co w nich znajduję, zakrawa na obłęd, a dodatkowo budzi moją złość. Pewnie zdrowiej byłoby nie klikać „pokaż komentarze”. No, ale trudno. Stało się.

Śledzę w mediach protest lekarzy-rezydentów. Temat służby zdrowia jest mi bliski od zawsze, mam wśród rodziny i znajomych lekarzy. Choć bliżej prawdy byłoby stwierdzenie, że miałam takich znajomych, bo od lat nie jesteśmy w stanie się spotkać. Każdy z nas za czymś goni, ale lekarze, zwłaszcza ci młodzi, to prawdziwi sprinterzy. Jak widać, nie bez powodu.

Przeczytałam więc kolejny tekst na ten temat i może nawet nie zaczęłabym czytać komentarzy, ale niezawodny Facebook podsunął mi go właśnie dlatego, że ktoś z moich znajomych go skomentował. Znajoma. Z bardzo dawnych lat. Właściwie od lat wirtualna – najpierw połączyła nas szkolna rejonizacja, potem Nasza Klasa, a na końcu Facebook. Od podstawówki raczej się nie widziałyśmy, a i tam nie było nam jakoś bardzo razem po drodze. Ot, taka znajomość z dzieciństwa. Nie miałam pojęcia, kim jest jej dorosła wersja, ale Zuckerbergowy algorytm najwyraźniej próbował to zmienić.

Artykuł był interesujący, zaciekawiło mnie więc to, co miała pod nim do powiedzenia. A ciekawość wkrótce ustąpiła miejsca irytacji. Po długich minutach skrolowania mniej lub bardziej zajadłych komentarzy („Trzeba było wybrać inny zawód”, „Trzeba odpracować lata państwowej edukacji”, „Ja zarabiam na kasie 1300, i co? Też mam głodować?” [tak, błędy ortograficzne poprawiłam]), przeplatanych nielicznymi słowami brzmiącymi co najmniej rozsądniej, trafiłam w końcu na tę perełkę. Komentarz mojej znajomej brzmiał: „OBEJRZYJCIE SOBIE BOTOKS TO ZOBACZYCIE CO ROBIĄ LEKARZE”. Głowa nagle zrobiła się taka ciężka.

Nie cierpię prowadzić takich dyskusji publicznie, bo mam słabą tolerancję na trollowanie. Nie mam też wielkiej wiary w możliwości naprawy świata, ale w tym przypadku poczułam napływ determinacji.

Nie widziałam „Botoksu” i nie chcę go oglądać. Odkąd zobaczyłam pierwszy trailer (a było to chyba w okolicach protestu ratowników medycznych), wiedziałam, że to „dzieło” zrobi krecią robotę całej służbie zdrowia. Bo ludzie wierzą we wszystko, co zobaczą, a jak dodasz do tego masę przekleństw, to tym bardziej poczują się jak w domu. Recenzje kilku znajomych utwierdziły mnie w przekonaniu, że te dwie godziny życia mogę spożytkować w lepszy sposób. Ale znam fabułę i okraszenie jej informacją, że to prawdziwe przypadki niczego nie zmienia.

Bo jeśli moja znajoma jest matką, to czy od razu zakładamy, że bije swoje dzieci i urządza przy nich libacje? Dlaczego nie – przecież są takie matki. Dlatego, że nikt nie nakręcił jeszcze takiego filmu? Dyskusja na ten temat ze znajomą chyba niewiele dała. Każdy okopał się na swoich pozycjach. Nie naprawiłam raczej świata, nawet w tej mikroskali. Tak samo pewnie byłoby, gdybym wdała się w dyskusje z innymi komentatorami. Bo co to niby za argument, że jakby wybrali inny zawód, to nie miałby kto nas leczyć, a i tak nie jest w tej materii zbyt różowo. I że gdyby każdy zdecydował się zostać spawaczem albo operatorem dźwigu to wynagrodzenia przestałaby być tak atrakcyjne, jak chwalili się niektórzy panowie.

Pozostaje mi tylko życzyć Ci oleju w głowie dużo. I zdrowia.

Bo, mimo że to oczywisty skandal, że w kraju, w którym grube państwowe miliony płyną wartkim strumieniem do pewnego toruńskiego biznesmena, większość musi leczyć się prywatnie, bo terminy na NFZ potrafią być dłuższe niż prognozowane szanse przeżycia.

Pomimo że trudno zrozumieć, że u nas lekarze, ratownicy, pielęgniarki muszą dorabiać, gdzie popadnie, by ogarnąć jakoś życie.

To właśnie tu autorytetem jest Vega. We are fucked.

Więcej o ważnych sprawach poczytasz tu: https://www.facebook.com/porozumienierezydentow/

Polecam.

protest medyków